Prawo podatkowe
VAT 2010: ulepszone przepisy i ukryte ryzyka – rozmowa z Marcinem Chomiukiem, doradcą podatkowym w PwC VAT 2010: ulepszone przepisy i ukryte ryzyka – rozmowa z Marcinem Chomiukiem, doradcą podatkowym w PwC
Piotr Kaim, 2010-01-07PIOTR KAIM: Z nowym rokiem weszły w życie duże zmiany w VAT w trzech obszarach. Czy pana klienci dopytują się, na czym te zmiany polegają?
MARCIN CHOMIUK*: Owszem, zainteresowanie jest niemałe, choć nie tak duże, jakbym się spodziewał. Mam wrażenie, że wielu podatników jeszcze nie wie lub wie tylko częściowo, jakie będą praktyczne skutki tych zmian. Większość naszych klientów ma ogólną wiedzę, że zmiany dotyczą miejsca opodatkowania usług, obowiązków informacyjnych (sposobu i trybu składania tzw. informacji podsumowujących) oraz zwrotu VAT w krajach Unii Europejskiej. Jednakże, mało kto słyszał, że – dodatkowo – zmiany obejmą szereg innych kwestii, co również będzie miało wpływ na praktykę działania przedsiębiorców.
Jakie są te inne kwestie?
Podam przykład ważny dla wielu klientów naszej firmy: całkowita zmiana reguł rozpoznawania momentu powstania obowiązku podatkowego przy imporcie usług. Do tej pory usługobiorca – dokonujący takiego importu – rozpoznawał obowiązek podatkowy tak samo, jakby to robił usługodawca, gdyby usługa była opodatkowana na zasadach ogólnych. Oznaczało to, że za każdym razem trzeba było określać naturę importowanej usługi i odpowiednio przyporządkować moment powstania obowiązku podatkowego. To wyjątkowo żmudne zajęcie, szczególnie wtedy, gdy określona usługa nie jest standardową usługą podatnika i nie jest biegły w jej podatkowej klasyfikacji.
Od nowego roku jest inaczej?
Owszem, od 1 stycznia 2010 r. moment powstania obowiązku jest uzależniony od wykonania usługi. Dodatkowo obowiązują przepisy o tzw. usługach ciągłych. Przy ich imporcie obowiązek podatkowy powstaje w ostatnim dniu okresu rozliczeniowego (np. miesiąca, kwartału, roku) ustalonego przez strony, chyba że w danym roku kalendarzowym żaden taki dzień nie wypadnie. Wtedy trzeba stosować zasadę, że obowiązek podatkowy powstaje przynajmniej raz w roku.
Nowe zasady są korzystniejsze niż dotychczasowe?
Póki co wstrzymałbym się z jednoznaczną oceną. Teoretycznie, nowe zasady wydają się zdecydowanie prostsze. Niemniej, w praktyce – zwłaszcza w dużych organizacjach – mogą nastręczać trudności. Osoby, które odpowiadają za rozliczenia podatkowe często nie mają informacji, kiedy zakupiona usługa została faktycznie wykonana. Może to pociągać praktyczne trudności. Wspomniane informacje mogą też docierać z dużym opóźnieniem, co będzie wymuszało kłopotliwe korekty.
Na czym polegają inne – mniej znane – zmiany?
Druga ważna zmiana to doprecyzowanie przepisów mówiących o tzw. stałym miejscu prowadzenia działalności gospodarczej. Doprecyzowanie zostało dokonane dla celów ustalenia, jaki podmiot jest podatnikiem VAT dla konkretnej czynności. Bez żadnych wątpliwości, podatnikiem będzie m.in. przedsiębiorca, który posiada w Polsce „stałe miejsce prowadzenia działalności”, nawet jeśli nie ma u nas siedziby. Dotyczy to np. firm, które mają w Polsce oddział. Co więcej, stałym miejscem prowadzenia działalności może być też placówka, która nie ma statusu oddziału. Od 1 stycznia 2010 r. taki podmiot powinien działać jak normalny podatnik. Rozwiązanie to jest całkowicie uzasadnione, ale wiąże się z pewnym niebezpieczeństwem…
…Co to za niebezpieczeństwo?
Polscy kontrahenci zagranicznej firmy, która ma u nas „stałe miejsce prowadzenia działalności” będą musieli starannie wyjaśniać z kim mają do czynienia: z zagraniczną centralą, czy z polską placówką. Przypomnę, że tylko usługa wykonana bezpośrednio na rzecz polskiej placówki (stałego miejsca prowadzenia działalności) będzie traktowana jak usługa wykonana na rzecz polskiego podatnika (opodatkowana polskim VAT). Niewykluczone jednak, że zagraniczne firmy – mimo posiadania w Polsce stałych placówek – będą kupowały pewne usługi od polskich kontrahentów bezpośrednio z centrali. Nie można mylić tych dwóch sytuacji, bo ich skutki są – od nowego roku – różne. Jeżeli usługa będzie wykonana na rzecz centrali, podmiot zagraniczny dokona – w swoim kraju – samonaliczenia z tytułu importu usług (wykazanie podatku należnego i podatku naliczonego o tej samej wartości). Tymczasem, jeżeli „usługobiorcą” będzie polska placówka firmy zagranicznej, polski usługodawca będzie musiał naliczyć polski VAT na fakturze. Jeżeli tego nie zrobi, bo będzie sądził, że kontrahentem jest zagraniczna centrala, to powstanie zaległość i trzeba będzie płacić odsetki.
Jeżeli spojrzymy na nowe przepisy z lotu ptaka, czy można powiedzieć, że są one korzystne dla podatników? Mam na myśli wszystkie zmiany – nie tylko te, o których mówił pan do tej pory?
W dłuższej perspektywie nowe przepisy mogą podatnikom ułatwić życie. Niestety, jak to zwykle bywa, każda obszerna regulacja VAT pociąga za sobą konieczność zmian w systemach informatycznych oraz w procedurach podatkowych, które funkcjonują w firmach. Stwarza to niebezpieczeństwo nowych pomyłek, a po drugie – wymusza poniesienie pewnych kosztów. Śledzimy reakcje w Polsce i w całej Europie (przypomnę, że zmiany w VAT są wynikiem dyrektyw obowiązujących w całej Unii); ogólne wrażenie jest takie, że doszło do pewnego uproszczenia, ale – póki co – wiąże się ono z nowymi kosztami.
Po co wprowadzano nowe przepisy o miejscu świadczenia?
Z punktu widzenia systemowego, chodzi o przybliżenie przepisów do podstawowej idei, która zawsze przyświecała twórcom dyrektyw VAT: żeby transakcja była opodatkowana tam, gdzie dochodzi do konsumpcji. Przez lata nie dawało się tego urzeczywistnić – z powodów politycznych. Każde państwo chciało jak najwięcej czerpać z tytułu VAT niezależnie od logiki systemu opodatkowania. Teraz zaś – przynajmniej w zakresie opodatkowania tzw. transakcji „business to business” osiągnęliśmy stan pożądany.
Jak to wygląda w szczegółach?
Nowe regulacje opierają się na ogólnej zasadzie, wedle której opodatkowanie następuje w miejscu siedziby usługobiorcy. W większości przypadków pozwoli to osiągnąć największe przychody temu państwu, w którym usługa jest wykorzystywana przez ostatecznego konsumenta. Musimy również zwrócić uwagę na dodatkową regułę, odnoszącą się do sytuacji, w której usługobiorca ma tzw. stałe miejsce prowadzenia działalności, np. oddział. Jeżeli usługobiorcą jest „stałe miejsce”, to usługa jest opodatkowana w kraju „stałego miejsca”, a nie w kraju głównej siedziby firmy. To dodatkowo wzmacnia ideę opodatkowania w miejscu konsumpcji.
To prawda, ale to tylko zasady ogólne. Tymczasem, w odpowiedniej dyrektywie oraz w znowelizowanej ustawie przewidziano szereg wyjątków.
Wyjątki dotyczą szczególnych usług i w żaden sposób nie stoją w sprzeczności z główną ideą; wręcz przeciwnie – to specyfika tych usług domaga się odmiennej regulacji, żeby ta idea była urzeczywistniona. Zwróćmy uwagę na typowe wyjątki: transport został opodatkowany w miejscu, gdzie faktycznie występuje; usługi związane z nieruchomościami – w miejscu położenia nieruchomości. Wszystko to prowadzi do opodatkowania w miejscu konsumpcji.
A co z usługami dla osób fizycznych, czy też – nie bójmy się tego zwrotu – zwykłych ludzi?
W tym zakresie zasadniczej idei nie dało się zrealizować – ze względów organizacyjnych i w jakimś stopniu politycznych. Dlatego zachowano tu starą zasadę, wedle której o miejscu opodatkowania decyduje siedziba usługodawcy. Tak to już jest, że „zwykli ludzie” zawsze są traktowani w sposób niezwykły i tego na razie nie zmienimy.
Wróćmy zatem do perspektywy zwykłego przedsiębiorcy… Jeżeli porówna stare i nowe, to może dojść do wniosku, że nowe jest bardziej skomplikowane. Do tej pory miejsce świadczenia (opodatkowania) było regulowane przez 3 artykuły, a teraz uległy one rozmnożeniu i mamy ich 15.
Artykułów rzeczywiście jest więcej, ale cała regulacja nie jest bardziej skomplikowana. Nowe artykuły – choć liczniejsze – są krótsze. Kiedyś mieliśmy 1 artykuł na półtorej strony a teraz na tej samej objętości mamy 5 artykułów. Poza tym, wbrew pozorom, zmiany dotyczące miejsca świadczenia nie są tak rozległe, jakby się zdawało na pierwszy rzut oka. Jak już wspomniałem, w odniesieniu do transakcji „business to business”, zmieniliśmy regułę podstawową, co oznacza zmianę na lepsze: oprócz wyjątków, które – z grubsza – są takie same jak do tej pory, nie trzeba się zastanawiać, nad klasyfikacją usługi, bowiem jest ona zawsze opodatkowana w siedzibie usługobiorcy. Uważam zatem, że nowe przepisy – w tym zakresie – są zdecydowanie prostsze od starych.
Czy zasada opodatkowania usług w kraju usługodawcy nie doprowadzi do katastrofy budżetowej? Niedawno przeczytałem artykuł profesora Modzelewskiego, który postawił taką właśnie tezę.
Grozi nam katastrofa budżetowa z powodu implementacji dyrektywy?
Pan profesor przeprowadził pewien wywód dotyczący opodatkowania usług między polskimi podmiotami. Do tej pory usługodawca wykazywał VAT należny i budżet na tym zarabiał. Teraz może być inaczej. Wystarczy, że usługodawca powoła spółkę zależną np. na Litwie i skorzysta z mechanizmu refakturowania. Schemat polegałby na tym, że usługodawca wykonuje usługę na rzecz spółki zależnej, a ta dokonuje refakturowania na właściwego usługobiorcę z Polski.
Szczerze mówiąc, na razie nie widzę powodów do paniki…
Prof. Modzelewski jednak dostrzegł. Chodzi o to, że takie usługi będą – inaczej niż dotąd – neutralne dla wszystkich podmiotów z tego łańcuszka. Polski usługodawca nie wykaże VAT, bo jego usługa będzie opodatkowana na Litwie. Litewska spółka zależna wykaże import usług, co będzie dla niej neutralne (mechanizm samonaliczenia). To samo dotyczy przedsiębiorcy, który jest w tym schemacie właściwym usługobiorcą.
Muszę zatem uspokoić – zarówno pana profesora, jak i nastraszonych przez niego czytelników. Te obawy są całkowicie bezpodstawne. Po pierwsze, pan profesor obawia się tego, co jest uważane za fundamentalną zasadę VAT – jest nią ekonomiczna neutralność dla przedsiębiorców. Było na ten temat przynajmniej kilkadziesiąt wyroków ETS.
Poza tym, jeszcze przed zmianą przepisów istniały te same możliwości. Nikt nie zabraniał tworzenia spółek na Litwie i nikt nie zabraniał refakturowania…
Owszem, ale przy świadczeniu usług spółkom na Litwie trzeba było wykazywać podatek należny…
Niekoniecznie. To zależy, o jakich usługach mówimy. Jeżeli były to usługi wymienione w artykule 27 ust. 4 ustawy o VAT (w wersji sprzed 1 stycznia 2010 r.), to nie były one opodatkowane polskim VAT. Co więcej, nawet gdyby były, to usługobiorca z siedzibą w UE (nie wyłączając Litwy!) – tak czy inaczej – zawsze miał pełne prawo do zwrotu VAT. Nawiasem mówiąc, nowe przepisy tego prawa nie odbierają. Dlatego, główna korzyść polskiego fiskusa mogła polegać na tym, że naszym urzędom zdarzało się oddawać VAT po upływie 3 lat od wpłynięcia wniosku… Teraz takich sytuacji będzie mniej, ale trudno twierdzić, że to jakieś zagrożenie…
Tym sposobem wkroczyliśmy w materię zwrotu VAT. Od nowego roku polscy przedsiębiorcy mogą występować o zwrot zagranicznego podatku – do polskiego urzędu. To duże ułatwienie?
Docelowo, jest to – rzecz jasna – duże ułatwienie dla wszystkich podatników, szczególnie tych małych, dla których wysyłanie informacji do obcych urzędów skarbowych stanowiło poważny problem. Niestety, póki co, trudno przewidzieć, jak nowy system będzie funkcjonował w praktyce. Zgodnie z odpowiednim rozporządzeniem wykonawczym, obsługą wniosków w sprawie zwrotu podatku z krajów UE będą się zajmować wszystkie urzędy skarbowe zgodnie ze swoją zwykłą właściwością w sprawach VAT. Tym samym, nie zdecydowano się powierzyć tej kwestii Drugiemu Urzędowi Skarbowemu Warszawa-Śródmieście, który zajmuje się większością innych spraw z elementem zagranicznym (np. rejestracją firm, które nie mają siedziby w Polsce, czy zwrotem VAT dla podmiotów zagranicznych). Uniknięto zatem ryzyka przygniecienia warszawskiego urzędu nadmiarem obowiązków. Z drugiej strony, inne urzędy mają mniejsze doświadczenie jeśli chodzi o obsługę międzynarodowych struktur. Dlatego – zwłaszcza w początkowym okresie funkcjonowania nowego systemu – trzeba za nie trzymać kciuki. Po drugie, nie są jeszcze zakończone prace nad systemem komputerowym, który miałby obsługiwać zwroty, o których mówimy. Ogólnie rzecz biorąc, obawiam się, że w pierwszym okresie może być ciężej niż było, choć – jak powtarzam – system opisany w nowych przepisach jest bez wątpienia lepszy.
Dostaje pan pytania o nową procedurę zwrotu?
Jak najbardziej. Klienci pytają – na przykład – czy polski urząd będzie decydował o zwrocie takiego zagranicznego VAT. Oczywiście nie! On tylko sprawdzi, czy wniosek jest prawidłowy z formalnego punktu widzenia. Innymi słowy, czy nadaje się do przesłania do urzędu zagranicznego. Następnie będzie taki wniosek przekazywał.
Odpowiednia dyrektywa pozwala każdej administracji określać swój własny język jako język obowiązujący w procedurze zwrotu. Jako doradca, będzie pan obsługiwał wnioski np. w jezyku niderlandzkim. Czy to nie utrudni pracy?
Może trochę utrudni, ale do tej pory nie było inaczej. Z tą różnicą, że nie było pośrednictwa polskiego urzędu, które wnosi pewien postęp. Chciałbym też zwrócić uwagę na inną, bardzo korzystną zmianę. Organy podatkowe będą musiały dokonać zwrotu w terminie 6 miesięcy, a za opóźnienia będą płaciły odsetki. To bardzo ważne narzędzie dyscyplinujące. Do tej pory opóźnienia były niemal regułą. Nawiasem mówiąc, nie tylko w Polsce. We Włoszech zdarzały się opóźnienia trwające 3–5 lat; co więcej, włoska administracja oddawała obligacje skarbowe zamiast pieniędzy …
Nie byliśmy najgorsi?
Nie, jeśli chodzi o rzetelność zwrotu VAT Polska, jak dotąd, była nieco poniżej średniej UE. Nie mniej i nie więcej.
Wspomniał pan o systemach komputerowych. Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2010 r. wnioski o zwrot VAT od państw UE można będzie składać tylko w formie elektronicznej. Co wiadomo o pracach nad systemem, który będzie obsługiwał obieg dokumentów?
Jak wspomniałem, prace te nie zostały jeszcze zakończone. Moi koledzy dowiedzieli się w Ministerstwie Finansów, że ich finał powinien nastąpić w najbliższym czasie. Elektroniczne formularze (mają się nazywać VAT-REF) są podobno w fazie testowania. Teoretycznie, wszystko powinno być gotowe już na 1 stycznia, ale jeszcze raz mogę zauważyć, że są państwa, które radzą sobie gorzej. Niedoścignionym wzorem są Włochy i Grecja. We Włoszech nie ma nawet zmian do krajowej ustawy o VAT, które implementowałyby dyrektywę o zwrotach. Na tym tle Polska jest wręcz prymusem. Daleko nam do Niemiec czy Wielkiej Brytanii, gdzie odpowiednie przepisy były uchwalone rok wcześniej, ale nie musimy przesadzać z pesymizmem.
A zatem wysyłamy ostrzeżenie: nie kupujmy niczego we Włoszech…?
Czasem trudno się oprzeć, bo mają najlepszą pizzę i – zapewne – wiele innych rzeczy. Niemniej, przy zwrocie VAT czeka nas najczęściej mordęga.
Ostatnim ważnym elementem nowych regulacji są przepisy, które mają przeciwdziałać oszustwom. Przepisy te nakładają na podatników nowe obowiązki informacyjne. Wydaje się, że to najmniej przyjemna część nowelizacji.
Coś w tym jest, aczkolwiek trzeba zwrócić uwagę, że – w porównaniu do innych krajów UE – skutek tych regulacji nie będzie w Polsce szczególnie dotkliwy. Wyjaśnijmy, że zmiany odnoszą się do tzw. informacji podsumowujących, które dotyczą transakcji wewnątrzwspólnotowych. W większości krajów UE wykazywano w nich tylko sprzedaż towarów – zakupów nie wykazywano. W Polsce od początku funkcjonowania „unijnego VAT” (od 1 maja 2004 r.) trzeba było wykazywać zarówno sprzedaż, jak i zakupy. Nowy element, jaki pojawi się teraz, to sprzedaż usług za granicę i to tylko takich usług, które są opodatkowane VAT. Nie trzeba będzie wykazywać usług, które byłyby zwolnione od podatku, gdyby ich miejsce opodatkowania wypadało w Polsce.
A zatem te nowe obowiązki nie doprowadzą do końca świata?
Nie doprowadzą, choć – z kilku powodów – będzie to zmiana bardzo doniosła. Po pierwsze, trzeba będzie wyekstrahować dane dotyczące sprzedaży usług i pokazać je w odpowiednim podziale. Bardzo istotną kwestią jest też zmiana okresu rozliczeniowego: zamiast składania informacji w cyklu kwartalnym, będziemy je składać w cyklu miesięcznym.
Z punktu widzenia operacyjnego, bardzo ważna będzie zmiana terminu na złożenie informacji podsumowującej. Jeżeli będzie ona składana w formie papierowej, to termin wypadnie 15 dnia kolejnego miesiąca po zakończeniu okresu rozliczeniowego; a zatem będzie to termin krótki. Jeżeli będziemy składać informacje w wersji elektronicznej, to termin wypadnie 25 dnia. Tym samym, ustawodawca dokonał swego rodzaju preferencji na rzecz informacji wysyłanych drogą elektroniczną.
Gdzie pan widzi największe trudności dla podatników? Mam na myśli sprawy związane z informacjami podsumowującymi?
Niepokój wywołuje okoliczność, że systemy informatyczne mogą być nieprzydatne do wydobycia danych, które są potrzebne do składania informacji podsumowujących w nowej formule.
Wróćmy na zakończenie do ogólnych uwag o nowelizacji: o co najczęściej pytają klienci?
Przede wszystkim o miejsce opodatkowania różnych specyficznych usług. Po drugie, zwracają się też o pomoc przy usprawnianiu systemów informatycznych. Nie chodzi tylko o funkcje związane z informacjami podsumowującymi. Chodzi także o te funkcje, które obsługują wystawianie faktur. Przypomnę, że zmienia się miejsce opodatkowania usług. W związku z tym, od 1 stycznia 2010 r. – w większości przypadków – nie powinniśmy wystawiać faktury z polskim VAT, kiedy mamy do czynienia z zagranicznym usługobiorcą. Ponieważ proces wystawiania faktur jest zautomatyzowany, od nowego roku trzeba go odpowiednio przesterować, żeby nie wystawiał faktur z polskim VAT tam, gdzie nie jest to wskazane. Podobną pracę należy wykonać nad tymi funkcjami, które pracują nad wykazywaniem importu usług. Poza tym, ważną częścią naszej praktyki jest udzielanie wyjaśnień pracownikom naszych klientów, którzy bezpośrednio zajmują się akceptacją faktur od firm zagranicznych oraz wystawianiem faktur na rzecz tychże firm zagranicznych.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
*Marcin Chomiuk jest dyrektorem w dziale prawno-podatkowym PricewaterhouseCoopers, liderem zespołu VAT oraz autorem licznych publikacji na temat tego podatku.
| PwC Global | PwC Polska | RSS | Podatki 2010 | Księgowość |

